niedziela, 9 lutego 2014

Prologue

Godzina 22.

   Czarna honda przemierza jedną z wielu ciemnych i krętych uliczek Krakowa. Nagle zza rogu pojawia się drugi samochód. Kieruje się na drugi pas i... ciemność. Widać już tylko ciemność.

~*~

Godzina 22.30
PERSPEKTYWA ELIZY:

Leżałam spokojnie na łóżku pochłonięta lekturą nowej książki, którą dostałam na urodziny. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu domowego.
 - Mamo odbierz! - krzyknęłam, lecz nie usłyszałam odpowiedzi
Podeszłam więc na palcach do salonu i sama odebrałam.
 - Halo?
 - Dobry wieczór. Czy jest pani spokrewniona z panem Tadeuszem Wasikowskim? - usłyszałam ciężki, męski głos
 - Tak, to mój ojciec. A o co chodzi?
 - Miał wypadek. Niestety... Przykro mi.
 - Co?! To niemożliwe! Boże... Dlaczego akurat on?! - krzyczałam
Łzy potokami spływały po moich policzkach. Matka od razu pojawiła się w pokoju.
 - Dziecko, co się stało? - przeraziła się
 - Tata... Tata nie żyje. - wydusiłam z siebie, a kobieta osłupiała
Pobiegłam szybko do pokoju, rzucając się z impetem na łóżko. Poduszka była cała brudna od mojego tuszu . Podkuliłam nogi i spoglądnęłam na ścianę, na której wisiały nasze zdjęcia. Moja pierwsza wizyta w Zakopanem, wspinaczki na Gubałówkę i Giewont... To były cudowne czasy. Nie mogłam uwierzyć, że taty już tu nie ma. Ale w duchu wiedziałam, że z góry będzie nade mną czuwał.
 Nagle usłyszałam huk. Dochodził prawdopodobnie z łazienki. Otworzyłam drzwi od pomieszczenia  i zobaczyłam zakrwawioną mamę na podłodze, z pudełkiem po lekach i żyletką w ręce. Jeszcze tego brakowało...
 - Nie! Nie możesz mnie zostawić! Nie teraz! Mamo, proszę!- dukałam przez łzy - Pomóżcie mi!
Po chwili usłyszałam walenie w drzwi. Ujrzałam w nich panią Czajkę z naprzeciwka. Kamień spadł mi z serca, bowiem była pielęgniarką.
 - Eliza, co tu się dzieje? Pół kamienicy już nie śpi!
 - Mama wzięła jakieś leki.. i podcięła żyły.. Nie reaguje.
 - Zadzwoń szybko na pogotowie i przynieś mi apteczkę. Ja sprawdzę puls - powiedziała starsza pani
Jak na swój wiek miała świetną kondycję. Wykonałam jej polecenie i zajęłam się opatrywaniem nadgarstków.
 - Puls nie wyczuwalny. Ula, coś ty najlepszego zrobiła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz